RSS
środa, 12 października 2005

Nie wiem czy to taki dobry pomysł aby mieszkac sama. Z jednej strony tak mi sie wydaje, poniewaz to nie jest juz zycie studenckie ani tez takie mieszkanie, troche to inaczej juz wyglada niz kiedys. Problem w tym, ze ja nie jestem przyzwyczajona do mieszkania samej, nie lubie byc sama. Teraz  tak sie złozyło, ze spedzam tu wiecej czasu, ale jak tylko sie obronie, to pewnie juz tak nie bedzie. Tylko z drugiej strony nie wyobrazam sobie, zeby tu sie wprowadziła jakas obca osoba, to chyba tez nie dla mnie. Tym bardziej, ze to mieszkanie jest tak urzadzone, jak dla rodziny, ktora przez chwile mialam, co prawda bylismy rodzina dwuosobowa ale jednak. I dlatego calkiem obca osoba ze swoim zyciem w moim domku to chyba by nie przeszło.

Ciekawa jestem jak ja sobie poukładam to zycie, wlasciwie czuje sie tu jak w domu, w tym miescie i miejscu. I nie chcialabym wracac do miasta rodziców. Problem w tym, ze nie wiem do konca co z moja praca, jak to sie wszystko ulozy. Ale pewnie poki nie ułoze sobie zycia na nowo z kims to nie ma co myslec. Tylko czy sobie uloze. Wydaje mi sie ze trudno znalezc partnera, zwłaszcza z moimi wymaganiami i przejsciami. Ale coz, na sile nie zamierzam. Wlaściwie to az takich wymagan nie mam, najwazniejsze, ze musimy sie bardzo kochac i byc uczciwymi wobec siebie. Najgorsze jest to, ze tyle ludzi poznaje, mezczyzn, przede wszystkim w necie, i na imprezach. I az sie wierzyc nie chce, ze wielu z nich ma zony a proponuje spotkania, randki itd. A gdy odmawiam, to wielce zdziwieni. A jak juz slysze ich dewize: zyje sie tylko raz...., to mnie skreca. Jesli tak uwazaja, to moga sie zdobyc na odwage rozwiazac zwiazek, i wtedy sie bawic i uzywac zycia. A nie za plecami osoby, ktora prawdopodobnie ich kocha, i szanuje. A ci zachowuja sie jak gówniarze, ktorzy do myslenia uzywaja innego organu niz głowy. Niestety. Ja, moze dlatego, ze juz jestem po rozwodzie, uwazam, ze nie nalezy sie meczyc z dana osoba, ktorej sie juz nie kocha, a ma sie dziecko, czy nawet jest tylko po slubie. Bo fakt, zycie jest tylko jedno, ale trzeba miec odwage, zeby je przezyc szczesliwie. W kazdym razie, zmierzalam do tego, ze co raz trudniej jest znalezc partnera uczciwego, z pewnymi zasadami, na ktorym mozna polegac. Kazdy jest wystawiony na szereg pokus itd, ale przeciez nie trzeba im ulegac.

19:49, linka31
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 października 2005

Szkoda, ze juz po weekendzie. Tak fajnie było. Anka do mnie wpadła, wiec oczywiscie nadrabiałysmy zaległości i balangowałysmy do ranaz dziewczynami. Jak zawsze nasz ulubiony klub w piatek i sobote, duzo tancow i smiechow. Fajnie bylo, zwlaszcza, ze poznalysmy nowych ludzi. W niedziele to wrocilysmy dopiero o 8 nad ranem tak nam sie dobrze imprezowalo, a potem odsypiałysmy caly dzien.  Szkoda, ze Go tam nie bylo, troche sobie narobiłam nadziei. Widzialm jego kumpli, wiec pewnie sie dowie, ze bylam. Ale co z tego.

Dopiero pazdziernik a tu juz trzeba plany na Sylwester robic. Mama sie mnie pyta czy chce jechac z nimi w gory, na caly tydzien, moj brat by tez jechal i pewnie Wiki a ja nie wiem. Duzo sie jeszcze moze zdarzyc, tak przynajmniej mysle i nie chce za bardzo sie zobowiazywac. Tylko oni musza zrobic juz rezerwacje, i jakas zaliczke wplacic, bo za chwile bedzie za pozno. T o moj pierwszy Sylwester bedzie bez ex meza, wiec rozumiem, ze sie martwia i chca mnie zabrac ze soba, ale zobaczymy....

A narazie wracam do nauki, bo mi ciagle przekladaja termin mojej obrony :)

19:03, linka31
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2005
James Blunt - You're Beautiful Lyrics
My life is brilliant.
My love is pure.
I saw an angel.
Of that I'm sure.
She smiled at me on the subway.
She was with another man.
But I won't lose no sleep on that,
'Cause I've got a plan.

You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
I saw you face in a crowded place,
And I don't know what to do,
'Cause I'll never be with you.

Yeah, she caught my eye,
As we walked on by.
She could see from my face that I was,
F**king high,
And I don't think that I'll see her again,
But we shared a moment that will last till the end.

You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
I saw you face in a crowded place,
And I don't know what to do,
'Cause I'll never be with you.
You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
There must be an angel with a smile on her face,
When she thought up that I should be with you.
But it's time to face the truth,
I will never be with you.
13:58, linka31
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 października 2005
Zawsze gdy sobie wszystko poukładam, to on znowu sie pojawia i burzy ten mój porządek. Jedno słowo i wywraca wszystko do góry nogami, a moje serce  szybciej zaczyna bić. Całkiem niepotrzebnie! Bo i tak nic. I znowu musze zapominać....
19:04, linka31
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 września 2005

Jeszcze tylko kilka dni zostało i będę musiala się bronić. Już nie moge się doczekac, jaki to bedzie komfort psychiczny, gdy już będzie po. Nareszcie! Tyle lat i w końcu możn odpocząc. Fakt,że zapisuje sie jeszcze na podyplomówke, ale to już co innego, i trwa tylko rok. Dopiero teraz do mnie dociera to, że tyle lat juz minęlo, że coś się bezpowrotnie kończy, że nie można juz wrócić, nie mozna już byc dzieckiem, żyć sobie z dnia na dzień, niczym się nie martwić, bo przeciez rodzice czuwają. Te czasy się juz skończyły, jeden etap zamnknięty.  U mnie to i tak inaczej wyglądało, bo przeciez byłam przez rok mezatka, wieć jakieś inne życie już miałam, i kolejne okresy. Ale teraz jak znów jestem sama to inaczej się o tym mysli. Zresztą rok bycia żona, to tak za wiele nie zmienił, za krótka, by pozostawić wiele wyraźnych zmian. Ktoś mi ostatnio powiedział, "taka mloda, a tyle juz niepopowodzeń masz za sobą", a ja na to, że wcale nie traktuję tego jako niepowodzenie, czy zyciową tragedię, chociaż tak mogło to wygladać, ale jako lekcję mojego życia, doświadczenie, które może mnie uchronić następnym razem. Tylko zależy czy tego będe chciała, czy wyciągnę jakieś wnioski. Myślę, że tak, miałam dużo czasu na zanalizowanie tego, wiem, że wtedy głęboko w mojej duszy juz coś się tam kłociło z samą soba, tylko nie chciałam, dać temu uczuciu wyjść na zewnatrz. Tylko to zdusiłam, i teraz są efekty. Ale jak juz mówiłam, traktuję to jako nauczkę, i nie chce się ogladać za bardzo w tył, nie chce, żeby to było ze mna jak cień...

 

 Mowi sie, że potrzeba tylko jednej minuty, zeby kogos zauwazyc,

 jednej godziny, zeby go ocenic

 i jednego dnia, zeby polubic,

ale calego zycia, by go pozniej zapomniec.

09:27, linka31
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 września 2005

Zrobiłam sobie troche dłuższą przerwe w pisaniu, ale juz wracam. Nareszcie jestem  po egzaminach, mam nadzieje, ze wszystkie zdałam, bo juz naprawde mam dosc. teraz troche relaksu, a potem biore sie za obrone. Prace juz skonczylam, czeka na sprawdzenie u promotora, wiec  powinnam sie zabrac za nauke. Ale ten tydzien bedzie jeszcze tylko dla mnie. Jakis fryzjer, kosmetyczka, oczywiscie fitness. Nie wiem czy z tym wszytkim zdaze, bo jade na dluzszy weekend do rodziców. Juz w srode, takze niewiele czasu zostalo na kompletne leniuchowanie.

Mam tyle planow na ta jesien, ze nie wiem czy zdaze z nimi. Musze wykonczyc mieszkanie do konca, chcialabym tez rozejrzec sie za jakims autkiem, obrona, mysle tez o studiach podyplomowych - do 20.09 mam czas. Jeszcze jakis kurs jezykowy, chce tez zaczac grac w tenisa.... Troche tego duzo - ale chce sie rozwijac.

Tym bardziej, ze teraz juz mieszkam sama, wiec troche smutno... Dlatego, chce pozytecznie zapełnic wolny czas, bo inaczej to bym lezała przed telewizorem. W dodatku sama - raczej sie nie zanosi na to, abym sobie leniuchowała z kims.... Oczywiscie zostałam zlekceważona. on sie odezwał jeszcze dwa razy (sms) i koniec. tak chyba z grzeczności, wiec dałam sobie spokój.

juz mi sie odechcialo pisac, jak o tym mysle...

09:56, linka31
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 września 2005

Własnie zrobiłam sobie przerwę na kawke, nie miałam jeszcze czasu sie nic napic. Dziwne, że przy piątku taki ruch, ale sie cieszę. Większy ruch, wiecej zarabiam...

Jestem sama przez weekend, powinnam sie juz troche przyzwyczajac, zanim Anka wyjedzie. Narazie nie ma jej na weekend, ale za tydzień znowu wyjeżdza, a potem to juz tylko kilka dni wspolnego mieszkania zostanie. Nie wiem jak to biedzie. Nie jestem przyzwyczajona do mieszkania samej. Teraz byłysmy prawie cztery miesiace razem, wszystkie wieczory, imprezy. Super było. Tego własnie było mi potrzeba, aby wrócić do zycia i wziąć sie w garsc. A teraz na nowo sie musze przystosowywac. Strasznie szkoda, ze musi wyjechac. Na pocieszenie, wiem, ze bedzie wpadała dwa razy w miesiacu na weekendy. Chociaż tyle dobrego:)

Bardzo sie zżyłyśmy znowu. Fajnie, ciesze sie, bo razem bylysmy w podstawowce i liceum i dopiero na studiach nasze drogi sie rozeszły, a teraz na koniec miałyszmy szanse znowu byc razem. Bardzo mi pomogła, nie wiem co bym bez nie zrobiła. Kurcze, ale bede tesknic!!!

12:43, linka31
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 września 2005

No i cisza....

Tak jak sie spodziewałam. Nie bede walczyc, ani sie poniżać, to i tak nie ma sensu. Jestem przecież na przegranej pozycji. Zostaną tylko miłe wspomnienia. Szkoda, ze to tak sie musi skonczyc, skoro jeszcze dobrze sie nie zaczeło. Nie ma sensu wpychac sie w czyjs zwiazek. Ale nasuwa sie jeszcze pytanie: czy ktos by chcial tego wpychania? Wyglada na to, że nawet nie. Troche mi przykro, że tak zostałam potraktowana, ale to przeciez minie szybko. Bo nawet nie chodzi o to, że nie mozemy byc razem tylko o szczerość i odwage, żeby to powiedziec. A jego nawet na tyle nie było stac. Tylko ja sie musze domyślać i tłumaczyć sobie.

                     

                     So hard to move one         

             still loving what's gone

           they say life carries on

                                      carries on and on and on  ...                         

11:06, linka31
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2005

Obudziłam sie dzisiaj z moralnym kacem, ale chyba nie żałuję. Sama tego chciałam, w koncu sobie porozmawialismy, wyjasnilismy, choc teraz po całej tej sytuacji jest jeszcze bardziej dla mnie niewiadome - co dalej? Dzisiaj jest mi troszkę przykro, bo cały dzien wczoraj była cisza, a nie tak sobie to wyobrazałam. Nie tak chciałam byc potraktowana. Spedzilismy razem dwa wieczory i noce. Wszystko było impulsywne, niezaplanowane, czułam sie super wtedy. A dziś? Czuje sie jak bym była tylko kolejna panienką na sobotni wieczor... Nie wydaje mi sie jednak, ze tak to dałam do zrozumienia - wrecz przeciwnie. Tylko z drugiej strony, troche siebie tez oszukuję, przeciez powinnam sie domysleć, ze to nie ma zadnej przyszłości. Mimo tego, chyba zasłużyłam na zwykłe: czesc, co slychać?

08:53, linka31
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 sierpnia 2005

Ale miałam sen.... Niedość, ze mi się śniło, iż moj były zmarł. I ja musiałam sama załatwiać wszytskie sprawy z pogrzebem, jezdziłam, po całym miescie tramwajami, od jednego urzedu do drugiego, musialam takze pinformowac jegoo rodzicow, to nastepny sen z kolei byl o moim wczescniejszym chlopaku ( jakies 6 lat razem) Snilo mi sie, ze bierze slub i szedl swojej dziewczynie, ktora jest na wozku (tylko w snie) po sukienke, a ja przez przypadek cale dwie godziny szlam za nim lub sie mijalismy. Obudzilam sie potwornie zmeczona, od placzu w pierwszym przypadku, z bolem nog w drugim :) Nie wiem czy to ma jakis sens, bo szczerze tu piszac -  ja ich zostawiłam, wiem, ze podjełam słuszna decyzje i jeszcze nigdy tego nie zalowałam. Wrecz ciesze sie bardzo ze tak sie stało. Ale co sie w nocy nameczyłam ...

08:19, linka31
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3